Wywołuj uśmiech u czytelników, zarówno młodziaków, jak i starych pryków!

przez - marca 23, 2015

W najnowszych wpisach wielu blogerów, możesz przeczytać o tym, w jaki sposób zatrzymać przy sobie czytelnika. Ja także postanowiłam poruszyć ten temat. Moim zdaniem w blogosferze należy być po prostu sobą, czyli pisać o tym, co cię interesuje, jednak nie zapominając o naszprycowaniu swoich wiernych fanów dużą dawką leczniczych pozytywnych emocji, które wywołują zmarszczki mimiczne. Ważne jest również to, by zawierać nowe znajomości z innymi autorami. Dzięki temu przestaniesz czuć się taki samotny w tym, co robisz oraz zyskasz nowe komentarze i inspiracje! A jak to jest z Blokotkiem?

Weronika w swoim wpisie poleciła mój blog oraz w pewnym sensie mnie, określając, jako sympatyczną kobietę, która dużo serca wkłada w prowadzenie swojego skrawka sieci. Zrobiło mi się bardzo miło, bo jak do tej pory moja praca nie była zbytnio doceniana. Jednak - co bardzo mnie zdziwiło - autorka bezbłędnie "wykryła" moją płeć, którą do tej pory starałam się ukrywać. Przez 3 lata blogowania pisałam w sposób, który uniemożliwiał moją identyfikację, z obawy o stereotypowe zachowania, czyli: "Jak baba może znać się na HTMLu, czy CSSie. Jeśli już, to pewno kiepsko". Bałam się, że jeśli ujawnię swoją kobiecą naturę, stracę męską część widowni, a to przecież w dużej mierze ona zajmuje się tą tematyką. Jednak Weronika ułatwiła mi sprawę...., bo po prostu mnie wydała :) To może i dobrze, bo od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad ujawnieniem swojej płci, ale nie mogłam się na to zdobyć. Teraz pisanie przychodzi mi z większą łatwością. Nie muszę się kontrolować, czy po którymś wyrazie czytelnik nie docieknie, co ze mnie za osobnik.

Przeczytałam fajny wpis z dziennika Mr K. passion, pewnego inspirującego człowieka, który dla blogosfery znaczy wiele, bo znalazł się w rankingu Kominka. Pewnego razu zamieścił on krótki komentarz u mnie i tak zaczęłam obserwować jego blog, który jednym słowem jest świetny. Wracając do posta pana K. - to... opisał on jak "został cipką". Spokojnie! Nie zmienił płci! Chodzi raczej o to, że każdemu z nas przydarzają się gafy, irytujące sytuacje, czy teksty. Jednak ten człowiek nie dość, że przyznał się sam przed sobą, że coś schrzanił, to jeszcze opisał to na blogu! I w tym momencie spłynęła na mnie wena napisania na temat luzactwa i zachowania większego dystansu do siebie i swoich słabych stron. Trzeba nauczyć się śmiać z samego siebie, a nie wpędzać się w kompleksy!

Większość blogerów stara się zawrzeć w poście idealne zwieńczenie poruszanego tematu. Jeżeli dana rzecz im nie wychodzi, wściekają się i robią coś do skutku. A jaka jest alternatywa? Opisać, jak chcieliśmy coś zrobić, ale się nie udało, lub wyszło nam coś innego. Przecież wynalazki nie zostały stworzone, bo ktoś wiedział, co chce odkryć. To stało się przypadkiem. Na przykład Viagrę nie wynaleziono specjalnie na biadolenie "konarów, które nie chcą zapłonąć", ale to skutki uboczne leku przeciw nadciśnieniu płucnemu. Jak to odnieść do blogowania w praktyce? Przykładowo prowadzisz blog kulinarny. Pieczesz murzynka, a wyszła ci z niego jedna wielka kupa. Co zrobić? Wrzucić zdjęcia w neta i nawiązać do cuchnącej afery w Dubaju i już masz wielką sensację i wpis na topie. Jesteś szafiarką? Pokaż te ciuchy, w które jednak nie weszłaś i pękły ci na tyłku. Opisujesz rękodzieło? Wtajemnicz czytelników w szczegóły swoich nieudanych ręcznych robótek, dorzucając foty, które z pewnością zrobią furorę! No bo zamiast pokrowca na telefon, wyszła ci raczej prehistoryczna prezerwatywa z bydlęcych jelit.

Obserwujesz mój blogi i chcesz dowiedzieć się czegoś o jego autorce? Za dużo jeszcze ci nie zdradzę, ale jestem postrzeloną kobietą znającą się na "męskich" żartach, które płeć piękna odbiera jako niesmaczne. Co potrafię? Wygłupiać się, klepać głupoty, pisać ośmieszające prostackie rymowanki, kląć jak szewc... Jednak nie martw się. Nie zawszę robię to wszystko. Polskie blogi są raczej sztywne, grzeczne, poukładane i beznadziejnie poprawne, a przy tym tak ubogie w emocje, jak krajobraz palestyński. Nie bądź sztywniakiem i włącz w treść swoich postów trochę żartów, czy opisu zabawnych sytuacji. Na pewno ty sam poczujesz się lepiej, a i czytelnicy będą wracać rozbawieni do ciebie, jak psy którym rzuciłeś kości. 

Podsumowując... Czytelnicy wracają do blogów, na których się coś dzieje, toczy się dyskusja. Komentarze natomiast pojawiają się przy treści wywołującej emocje, jakie by one nie były. Ty postaw na te pozytywne i zmień styl pisania nie tylko dla siebie, ale i dla innych, którzy stres to mają w pracy i w domu, kiedy żonę boli głowa, a mąż idzie do kolegi.

Nie wierzysz lub nie wiesz jak tego dokonać? Spójrz na pana K., który z pasją opisuje swoje zmagania z trampkami, czy przyznanie się do gafy, a mimo to jest cholernie lubianą osobą. Największe, co możesz stracić, to honor, którego i tak nigdy nie miałeś...

Zobacz również

0 komentarzy